Relacja z przedsięwzięcia "WISŁA"
"Dziękuje wszystkim którzy udzielili mi pomocy, wszystkim którzy mnie wsparli i wszystkim, którzy śledzą moje poczynania oraz trzymają kciuki za powodzenie wyprawy"
Marian Gonciarz
Szczególne podziękowania dla firmy
ERBET w Nowym Sączu, bez której pomocy Marian Gonciarz nie byłby w stanie zrealizować tej wyprawy.
1 Dzień 06.08.08
Pogoda sztormowa, planowane wyjście z Sobieszewa okazuje się niemożliwe. Plan awaryjny Świdno.
Z przystani w Świdnie w stronę zatoki, na Zatoce fala sztormowa dochodząca do 8 stopni, stąd rozpoczęcie przygody i walki, zatem zawrotka i pod górkę
Na trasie w górę rzeki, wiatr zachodni nie przeszkadza, przelatuje ponad głową, wysokie brzegi. Najwięcej kłopotów z falą, z czasem wyrównało się W godzinach popołudniowych dotarcie do Tczewa. Dzięki uprzejmości obsługi przystani, p. Marian biwakuje na terenie przystani. W dniu dzisiejszym pokonane zostało 50 km 892 km

w Świbnie na starcie ujście Wisy w Świbnie
2 Dzień 07.08.08
Ten dzień okazał się nieco trudniejszy. Start rano o godzinie 11, od samego początku wiał silny wiatr ze "stron ojczystych" (wiatr południowy) 4 w porywach do 5 stopni. Plan zakładał pokonanie kolejnych 50-ciu kilometrów, tym razem udało się pokonać 30 km. Nocleg w Gniewie 876 kilometr Wisły.

Gniew meta II etapu
3 Dzień 08.08.08
Dość spokojny dzień, wiatr dalej niesprzyjający, pojawił się lekki deszczyk. Wśród krzaków, czyli z poziomu Wisły Grudziądz niedostrzegalny. W związku z tym Marian dopływa do 830 km i wraca na 834 km, i wreszcie nocleg, w dniu dzisiejszym 42 kilometry.
za Kwidzyniem pod Grudziądzem
4 Dzień 09.08.08
Pod względem wiatru dzień również dał się we znaki, przed Świeciem ten wiejący z południa wiatr powodował niesamowicie dużą fale boczną, była ona znacznym utrudnieniem, na dodatek wędkarze, być może to tylko zbieg okoliczności ale w okolicach Świecia wyjątkowo niemili ludzie z kijem w wodzie.
Support w składzie Danuta i Iga, przygotował nocleg w dniu dzisiejszym w Chrystkowie. Tu zaskoczenie, niewielka odległość od Świecia a ludzie zupełnie inni, niesamowicie mili, począwszy od wędkarzy a w szczególności gospodarz dzisiejszego noclegu. Podobnie jak w dniu wczorajszym Marian przestrzelił miejsce docelowe o 2 km, po osiągnięciu 802 km powrót na 800 kilometr. Pozdrowienia dla jachtu Mewa i dla kajakarza płynącego w kierunku przeciwnym - jednostki spotkane w dniu dzisiejszym.
5. Dzień 10.08.08
W dniu dzisiejszym pokonana trasa Chrystkowo Bydgoszcz - most w Fordonie. Bardzo piękna pradolina Wisły, coraz mniej Kormoranów i Bobrów już nie widać, za to ludzie wiele sympatyczniejsi (wędkarze). Wiatr nadal południowy, fala która towarzyszy od morza. Niedzielny wieczór spędzony w mieszkaniu Ewy i Andrzeja Zaremba, za co wielkie podziękowania. Następny dzień zaplanowana trasa do Torunia, ale dzień pokaże.

6. Dzień 11.08.08
Upłynął kolejny dzień - dosłownie i w przenośni, O dziwo część trasy wiatr nawet w plecy. Wędkarze jak to wędkarze okazuje się, że ich zachowanie nie zależne od regionu Polski, i na tym odcinku część przyjaznych a część odgrażających się. Coraz bardziej doskwiera siodełko, w końcu 6-7 godzin dziennie siedzenia. Pod Solcem kopią piasek, tam zgotowano doping Marianowi. Natomiast na 755 km sympatyczny strażnik zaproponował podwiezienie łodzią. Dość dużo ryb pluskających widać na trasie. Obecny etap zakończony w Toruniu na przystani Budowlanych 773,5 kilometr Wisły, dystans Maratoński zaliczony.

Nad Solcem Kujawskim Toruń - dystans maratoński zaliczony
7. Dzień 12.08.08
Następny etap pokonany. Wiatr początkowo przeszkadzał tak że pierwszy odcinek pokonywany z prędkością 5 km/h, następnie wiatr zaczął zmieniać się aż do zaniknięcia. Wielkie wypłycenia piaskowe, oraz łachy sprawiają Marianowi kłopoty, trzeba było opracować sposób pokonywania ich. Na jednej z łach wielkie stado żurawi poderwało się formując klucz. Dużo Wisła się zmieniła w porównaniu z opisami w przewodniku. W okolicach Ciechocinka o dziwo pojawiają się amatorzy kąpieli w Wiśle, a na 709 kilometrze brodzący po pas w wodzie, gość z butelką wódki i baraszkująca młodzież na brzegu. Z Ciechocinka na 710 tym kilometrze do Nieszawy będącej końcem tego etapu to tylko 8 km. Po drodze pojawiają się wielkie głazy i trzeba uważać by nie uszkodzić łodzi. Nieszawę początkowo było tylko czuć (gorzelnia) a dopiero z za zakrętu wyłonił się prom w Nieszawie, 702 kilometr.

Na starcie w Toruniu Za mostem na A1 prom w Nieszawie
8. Dzień 13.08.08
Bardzo fajny dzień, parę przygód po drodze, między innymi pod Anwilem gdyby nie rodowód slalomowy mogło by się skończyć wywrotką. Duże wypłycenia. Plan w dniu dzisiejszym zrealizowany, cel osiągnięty Włocławek zapora, 674 kilometr Wisły.
Na starcie prom w Nieszawie przed Włocławkiem Włocławek
z wnuczką na mecie śluza Włocławek
9. Dzień 14.08.08
Dzień trudny, dużo nerwów przez nadrobienie 15-stu kilometrów. Dzisiejszy odcinek Marian pokonywał na zalewie Włocławskim. Omyłkowe wpłynięcie w zatokę przyniosło jak już wspomniałem opłynięcie piętnastu kilometrów linii brzegowej zatoki, za to można było podziwiać mnóstwo ptaków jak łabędzie czy perkozy. Odcinek zakończony w Płocku przy starym moście. Na jutrzejszy dzień zapowiedział swoje towarzystwo kolega Ryszard, zobaczymy czy dotrze.

Na starcie we Włocławku jezioro Włocławskie i wreszcie Płock
10. Dzień 15.08.08
I dotarł pełny werwy i zapału Nasz kolega Rysio Pacut vel "Ricardo". Dzisiejszy odcinek z Płocka do Wyszogrodu przebiegł sprawnie choć załamanie pogody można było odczuć. Wpłynięcie do Wyszogrodu z duszą na ramieniu przy błyskach salw burzowych, wysoki brzeg nie pozwalał na schowanie się przed burzą ale wszystko skończyło się szczęśliwie.

dojechał Ricardo przyjaciele razem raźniej

znowu sam 597 kilometr
11. Dzień 16.08.08
Dzień dzisiejszy nazwiemy dniem Ricardo, wyszła na jaw niespożyta energia jaka w Nim tkwi. Trasa dzisiejsza to Wyszogród - Modlin, czyli od 587 kilometra do 549 kilometra. Rano dużo czasu zeszło zanim nasi spływowicze, znaleźli miejsce zakończenia dzisiejszego odcinak. Okazało się, że trzeba ok 3 kilometry wpłynąć w górę Narwi. Pogoda w dniu dzisiejszym zgodnie z oczekiwaniami - deszcz i słota. Mariana i Ryszarda dobre nastroje zostały zabite na końcu dzisiejszej trasy. Jak się można spodziewać - wędkarz, ale trudno go nazwać wędkarzem a wypisz wymaluj pasuje IDIOTA. Tak skaczącego pajaca, rzucającego obelgami jak i groźbami oraz straszącego siekierą to na prawdę trudno poza psychiatrykiem znaleźć. Kolejny wieczór Marian i Danuta oraz Iga korzystają z gościny Ryszarda - naszego Warszawiak.

W Wyszogrodzie na starcie Rysio i Wisła znowu razem
była sobie łacha NA Wiśle
12. Dzień 17.08.08
Ponownie Narew, dzisiejszy start w miejscu wczorajszego zakończenia - klub Wodnik. Na złączu Wisły i Narwi przepiękna budowla jaką jest Twierdza Modlin. Dzisiejszy dzień dalej lekko wiało, pojawiają się pierwsze bystrza, na 532 kilometrze woda sporo przyspieszyła, ale wiatr zmienił kierunek i stał się sprzymierzeńcem pomagając wdrapać się na różnice wysokości 10 metrów. Dzisiaj przewodnikiem był Rysio znający wody Wisły w okolicach Wa-wy. Oczywiście i w dniu dzisiejszym nie brakowało chamskich wędkarzy, dla mnie to dziwne, znam niewielu wędkarzy ale Ci których znam to pasjonaci i nie sądzę by tak się zachowywali na łowisku. Warszawę na początku bardziej czuć niż widać, woda jest wyraźniej brudniejsza. Meta dnia dzisiejszego w klubie Spójnia na 516 kilometrze, jutro jeszcze z Ryszardem.

Na starcie dnia dzisiejszego 533 kilometr Ryszard 533 kilometr Marian

w Burakowie Tarchomin w tle Warszawa
a to jeszcze jedno ze startu
13. Dzień 18.08.08
Długi był dzisiejszy dzień, koledzy nasi skończyli trasę o 20-stej godzinie Górze Kalwarii. Komary cięły niesamowicie, ciemno i brudne kajaki od Wisły warszawskiej. Dzień był ładny, słońce aż nadto dawało się we znaki. Odcinek można uznać za jeden z ciekawszych, co kawałek opalający się naturyści. (Niestety nie starczyło odwagi Marianowi na zdjęcie bezpośrednie - a było by bardziej kolorowo na stronie). Po trzech godzinach machania wiosłem, przerwa na pozornie pustym brzegu, jednak tylko pozornie zza krzaków wyszła naturystka (którą skutecznie na 3 zdj zasłonił Ryszard). Poza tym mała awaria steru Rysia, Wisła coraz gorzej oznakowana, w zasadzie znak kilometrowy był tylko jeden. Po dzisiejszym dniu Marian rozstaje się ze swoim towarzyszem Ryszardem i od jutra znów sam. Tu szczególne podziękowania dla całej rodziny Ryszarda Pacuta za pomoc na odcinku warszawskim a szczególne podziękowania dla Rysia za towarzystwo na wodzie.
Tu jeszcze jedna sprawa, potrzebna jest osoba do pomocy logistycznej (transport i organizacja) dla p. Mariana od niedzieli tj 24.08. Niezastąpiony dotąd duet p. Danuty i Igi musi zakończyć misje w tym dniu. Jeżeli ktoś chciałby pomóc prosimy o kontakt

Warszaw p. Ryszard w krzakach na plaży naturystów
(niestety naturystka za plecami)
okolice Otwocka
14. Dzień 19.08.08
Dzisiejszy dzień był udanym i pełnym miłych niespodzianek. Największą niespodzianka było spotkanie p. Andrzeja Błaszczak z Trzcianki. Gdy Marian dopłynął do brzegu na odpoczynek p. Andrzej - fan kajaków podpłyną swoim własnoręcznie zrobionym z drewna, laminowanym kajakiem. Ciężki dzień i zbyt długi czas spędzony na przesympatycznej rozmowie z miłym rozmówcą spowodował, że koniec trasy dzisiejszej przypadł na godziny zmierzchowe. Zanim dostali się na ustalony nocleg, mili starsi ludzie u których miał być postój już spali. Wybawieniem okazał się ów spotkany nieznajomy czyli p. Andrzej u którego Marian z paniami spędził nocleg. Trasa dzisiejsza zakończona w miejscowości Nowe Kraski - 445 kilometr.
.jpg)
na starcie w Górze Kalwarii Kępa nad Żychowem na kępie
Stare Podole pan Andrzej
15. Dzień 20.08.08
Dzisiejszy dzień to była dopiero jazda. Niesamowicie sprzyjający wiatr od bajdewind i fordewind po wiatr w plecy, momentami dość mocny. W zasadzie tak sprzyjający wiatr rozpoczął się gdzieś od Kozienic a do tego odkrycie Mariana iście nie z kajaków górskich, że najsłabszy nurt płynie środkiem rzeki. Pozwoliło to pokonać jednego dnia, najdłuższy odcinek tej wyprawy. jednym słowem udało się dopłynąć do Dęblina - 392 kilometr zatem pokonane zostało dzisiaj pięćdziesiąt parę kilometrów.

start w Kraskach kępa nad Kozienicami była sobie łacha k Dęblina
oczami p. Mariana jest pięknie
16. Dzień 21.08.08
Metoda środkiem Wisły to jest dopiero metoda, szybko i bez zbędnych dyskusji z wędkarzami. Od Dęblina do Puław było równo (według wodowskazów ta sama wysokość n.p.m). Po drodze spotkana ciekawa tablica kilometrowa, przez którą przerosło drzewo. Były dwa Orły, piękne, duże, jednak po przybiciu do brzegu poderwały się i uciekły. Wędkarze bardzo przyjaźni, machają, dopingują - najprawdopodobniej powód jest banalny, Marian płynie środkiem. Wieczorem płynięcie niemal niemożliwe, komary - gospodarze tych terenów wypraszają na brzeg. Marian obecnie jest na 359 kilometrze. Jutro plan płynięcia do Solac lub jak się uda do Józefowa.

z Dęblina to tu mieszkają 2 orły przed Kazimierzem

379 kilometr Puławy most drogowy ten sam most w oddali stary most w Puławach
chwila na piasku przy brzegu w Kazimierzu
17. Dzień 22.08.08
Bardzo ładny dzień, płynęło się przyjemnie, na 3 zdjęciu widać krowy na kąpielisku, dalej młyn w Mąćmierzu i i świnia zdechła przywiązana na środku Wisły. Różności można spotkać na naszej Wiśle. W Piotrowinie Marian spotkał bawiące się dzieci i sympatycznych wędkarzy, którzy to prosili o przekazanie pozdrowień dla Adama Małysza jak. Udało się zrealizować bardziej optymistyczny plan, dopłynięcie do Józefowa - 317 kilometr. Płynięcie wieczorem jest jedną wielką walką z komarami, nie da się to jest plaga. Dlatego już dopłynięcie do Józefowa było wyzwaniem zważywszy na komary.

z Kazimierza plażowicz na wyspie kąpielisko niestrzeżone
Mąćmierz ...a niebo był piękne... świnia na uwięzi

okolice Piotrowina stanowiska wędkarzy Józefów -na dziś wystarczy
18. Dzień 23.08.08
Dzień dzisiejszy zaczął się niesamowicie trudno. Pierwsze 3,5 godziny silny wiatr przeciwny, utrudniając płynięcie i tworząc zagrożenie wywrotki, tym bardziej, że wiatr był bardzo nierówny. Marian dzisiejszy odcinek rozpoczął dość wcześnie, pierwszy przystanek na II śniadanie już o 12 godzinie i jak się okazało na wysepce zamieszkałej prawdopodobnie przez bobry. Z czasem wiatr ustąpił, zmienił kierunek i płynięcie okazało się już przyjemniejsze. Można powiedzieć, że plan dzisiejszy, został zrealizowany w 100%, a celem był Zawichost - 287 kilometr. Wg wodowskazów Zawichost jest 133,38 m.n.p.m. dodać należy, że strat w Świdnie był w depresji -5,083 m.n.p.m. a np nieodległe Puławy 113,92 m.n.p.m.

kępa przed Annopolem Annopol pożegnanie z Annopolem
292 kilometr port Zawichost
prom w Zawichoście
19. Dzień 24.08.08
Dzisiejszy dzień Marian zalicza do miłych i udanych, pomimo, że nie udało się osiągnąć zaplanowanego na dzisiaj celu. Powoli zmienia się krajobraz, zmienia się też Wisła a i komary jakby przyjaźniejsze i już tak nie gryzą. Sandomierz przywitał drobnym deszczem a następnie witającą była delegacja Burmistrza Sandomierza p. Jerzego Borowskiego. Po miłej rozmowie i wywiadzie dla prasy Marian musiał z przykrością podziękować za zaproszenie na obiad i udał się w dalszą drogę, dzisiejszy cel Baranów Sandomierski nie został osiągnięty, brakło raptem paru kilometrów, zapadał zmierzch. Koniec dnia dzisiejszego na 245 kilometrze. Nocleg u znajomych a planowany cel dnia jutrzejszego to Słupce- 204 km.

z Zawichostu w oddali most kolejowy w Sandomierzu taki tam widok
było też ujście Sanu
20. Dzień 25.08.08
Kolejny dzień za Marianem i coraz bliżej do źródeł Wisły. Tak krajobraz jak i Wisła zmieniają się coraz szybciej, początkowo ładny żółty piasek zmienia się na grubszy przechodząc w szuter. Wędkarze smutni jak twierdzą ryb nie ma. Wisła bardzo kluczy dużo zakrętów, długie łuki a wiatr przyjemny od rodzinnych stron powiewa. W Połańcu nad samą Wisłą elektrownia, jakieś dziwne ciepło wydawało się jakby od wody ale ta raczej normalna. Coraz trudniej ustalić położenie gdyż tablic kilometrowych jak na lekarstwo. No właśnie apropo lekarstw, całą podróż Marian stosuje miksturę babci z niewielkimi modyfikacjami, mikstura na mięśnie i ścięgna - widać działa.

na starcie w Baranowie w Połańcu Wisła się kurczy

wiecheć przed Połańcem przed Połańcem Połaniec
21. Dzień 26.08.08
Kolejny piękny dzień minął, wietrzyk delikatny a Wisła coraz węższa, ryby dalej nie biorą a wędkarze bardzo przyjacielscy i mili (to może dlatego że nawet już ryba nie bierze). Czuć zbliżającą się jesień. Na łachach wiślanych zbierają się wielkie stada dzikich gęsi, samce rywalizują ze sobą o przywództwo a na wodzie unosi się mnóstwo piór, wynik ich pojedynków. Brzegi piaszczyste kiedyś, dziś już nie tyle żwirowe co kamieniste. Dzięki zastosowaniu nowych technologi (słuchawka bezprzewodowa - patrz zdjęcie 2) Marian udzielał wywiadu dla mediów (co zrujnowało stan baterii w telefonie). Planowany cel dzisiejszego dnia został osiągnięty, Nowy Korczyn zdobyty 164 kilometr Wisły.

jakaś godzinka po starcie a to już pozostało w tyle Szczucin
22. Dzień 27.08.08
To powoli już nie przelewki, Wisła przez większość drogi majestatyczna i rozlana, zaczyna się zachowywać jak Dunajec. Może i nie ma się co dziwić gdyż właśnie tu Dunajec rozpoczyna wspólną z Wisłą podróż i charakter się udziela. Pojawia się dylemat czy już zamieniać łyżkę na okute wiosło, coraz częściej Marian niebezpiecznie zahacza wiosłem o kamienie. W dniu dzisiejszym 2 odcinki specjalne, Wisła przyspieszyła pokonując małe bystrze, pomocne okazują się drzewa rosnące w Wiśle, tworzące cofki. Coraz mniej znaków na rzece, w okolicach Niedzicy na wale przeciwpowodziowym, miejscowi amatorzy piękna tej rzeki ustawili wspaniały pomarańczowy tapczan. I tu kolejny dylemat usiąść odpocząć na tapczanie czy płynąć dalej. Coraz mniej ptaków, tym razem Czaple tworzyły stada, i bociek z uszkodzonym skrzydłem samotnie spacerował nad wodą. Brak tablic kilometrowych utrudnia lokalizacje pozycji a szczególnie umówione miejsca spotkań (na koniec dnia).Wieczór zapadał gdy Marian wysiadał na lewym brzegu Wisły. Dzięki krowie na pastwisku można było przypuszczać którędy do drogi, a tam już po bezdrożach przyjechał Piotr. Dzisiejszy dzień zakończony planowo w Śmiłowie
Wczorajszą noc jak również dzisiejszą, Marian spędził u Państwa Kowalczyk w Rogowie. I tu szczególne i wielkie podziękowania dla Piotra Marcina Sławka i przemiłych Rodziców, którzy to bezinteresownie i z tak dużym zaangażowaniem udzielili Marianowi pomocy, oraz przyjęli do domu i traktując jak najbliższego członka rodziny.

w Nw. Korczynie bystrze iście z Dunajca okolice Koszyc

to Nasz Dunajec czyż nie piękny taka tam przeprawa
23 Dzień 28.08.08
I znów w Śmiłowie, dzień przed Marianem, jest około 130 kilometr. Widać gołym okiem, że jest pod górkę. W okolicach 119 kilometra Wisła skręca długim łukiem w prawo, główny nurt wartki i tworzą się niemałe fale. Pierwszy był most drogowy w Nowym Brzesku, po nim most drogowy w Niepołomicach a tam spotkani chłopcy Janek Staszek i Grzesiek ze wsi Pobiednik mały, prosili zawieźć pozdrowienia do Wisły Adamowi Małyszowi. Wreszcie śluza Przewóz, cel dzisiejszego dnia, w zasadzie jest to już Kraków. Do samej śluzy ciężko dopłynąć, a i ciężko wyjść, do wokół krzaki i grząski grunt. Gdzieś tu na brzegu czeka Asia. Okazuje się, że zarówno elektrownią jak i śluzą zajmują się bardzo sympatyczni ludzie, aczkolwiek są to osobne instytucje. Okazuje się, że śluzowanie jest możliwe, jeśli elektrownia puści więcej wody. Wówczas da się wpłynąć do śluzy. Śluza Przewóz znajduje się na 92,5 kilometrze na wysokości 188,8 m.n.p.m, natomiast wysokość piętrzenia 6,5 metra. Oznacza to, że Marian kolejny etap zacznie na wysokości 195,3 m.n.p.m

w Śmiłowie na starcie dnia Nowe Brzesko most śluza - Przewóz

w Niepołomicach
Dzień 29-31.08.08
60 Mistrzostwa Polski Seniorów w Slalomie Kajakowym - Marian Gonciarz jest
Przewodniczącym Komisji Sędziowskiej, innymi słowy mówiąc
Sędzią Głównym. Ciąg dalszy ekspedycji w poniedziałek 01.09.08
24 Dzień 01.09.08
Pogoda dzisiaj a i owszem piękna, aż się płynąć chciało Marianowi. Start na śluzie Przewóz i przez Kraków. Wydawać się mogło, że przez Kraków to tak miło i przyjemnie jak u siebie, nic bardziej mylnego. Od stopnia Dąbie przez Kraków biegnie bulwar, duża ilość łodzi barek i stateczków pływających powoduje powstanie fal, które to dzięki bulwarowi nie są pochłaniane lecz odbijane. Tak odbite fale atakowały ze wszystkich stron jednostkę Mariana powodując niski komfort płynięcia. Pod Wawelem dwóch lumpów łowiących ryby sypnęło wiązanką i pogróżkami, jednak nie oni pierwsi a miejmy nadzieję, że ostatni. Na stopniu Dąbie bardzo ważny pan z obsługi zrugał Mariana ale z czasem okazał się pomocny. Komfort płynięcia zdecydowanie poprawił się po minięciu Rudawy, naturalny brzeg tłumił fale. Miło było płynąć przy torze kajakowym a piękno tych okolic jest niesamowite. I znowu przydarzyła się konieczność cofnięcia, tym samym kolejne nadrobione kilometry. Marian pewien odcinek Wisły chciał pokonać kanałem Łęczany. Po przepłynięciu 2,5-3 kilometrów kanału doszedł do wniosku, że plan zakłada pokonanie Wisły a nie kanałów wiślanych. Czyli 5 kilometrów na darmo. Dzisiejszy dzień zakończony w miejscowości Jeziorzany. Nocleg w KKK i podziękowania dla Uli Malec, za pomoc w dniu dzisiejszym.

Śluza Przewóz w dzień wiele ładniej wygląda Kraków Kraków Kraków

na starcie przy śluzie Przewóz toż to Wawel
okolice Krakowa są piękne na torze cisza Skawina

Klasztor w Tyńcu
25 Dzień 02.09.08
Początek prom w Jeziorzanach. Bardzo sympatyczny człowiek z promu, nastawił Mariana na trudną i ostrą wodę, również Kuczkowski w swojej książce pisze o takowych problemach odcinka. Jak to się mówi "strachy na lachy" trudniej było na odcinkach około Nowego Brzeska. Wisła ma już charakter górski, na zmianę ploso (równo) to garb i bystrze. Spokojny odcinek koło promu w Czernichowie.
I tu na promie miłe zaskoczenie, zupełnie nieplanowane spotkanie z synami Kazia Plackowskiego (szef Nadwiślan). Wracając do promu - co ciekawe to że, prom pracuje cichutko na silnik elektryczny.
Za promem Wisła skręca w prawo a na rzece stoi dom. "Barka Kraków" - to napis widniejący na burcie. P. Andrzej Czakon zaprojektował i zbudował barkę, mieszka z siostrą Krystyną, bardzo mili ludzie, grzeją drewnem wyławianym w Wiśle a ich oknem na świat jest jedynie radio. Niestety pomimo zaproszenia Marian musi zgodnie z planem. Wreszcie Smolice stopień wodny 21,2 kilometr
Dzięki uprzejmości Andrzeja Dąbrowskiego - prezes KKK Kraków oraz Zbigniewa Miązek - dyrektora klubu
KKK Kraków, kolejną noc Marian spędzi w Hotelu klubowym.

Jeziorzany - start barka p. Andrzeja i p. Krystyny Łączany

pani i pan Czakon ładny początek okolice Osieku Smolice
26 Dzień 03.09.08
Kolejny dzień i start z nad stopnia. Również tu uprzejmi ludzie pozwalają wystartować ze śluzy, natomiast zły pies usnął. Dość często Marian ma problemy ze znalezieniem miejsca do wyjścia i zejścia na wodę. Zarośnięte i grząskie brzegi, stają się dużym problemem, natomiast maleńka przychylność ludzi jak tu na stopniu, pozwalając wsiąść na wodę na stopniu, jest dla Mariana dużą pomocą.
Po minięciu kanałów odchodzących na śluzę Sola, dopływa Marian do kilometra "0" Przemsza, koniec odcinka żeglownego, z tablicy został tylko napis "PRZEMSZA". Dalej Wisła robi się mała, most kolejowy w Bieruniu - przenoska, most drogowy znów bystrze i tak kilka razy. Dalej Wisła zarośnięta, o dojechaniu do brzegu lub wyjściu na brzeg nie ma mowy. Tak przepięknie meandruje do mostu w Górze, czyli końca dzisiejszego odcinka. Jest to ok 40-ty kilometr od Przemszy a do zapory Goczałkowice zostało jakieś 43 kilometry.

nad elektrownią Smolice most kolejowy w Bieruniu koło Brzezinki

Dwory kilometr "0" Przemsza Góra - meta
27 Dzień 04.09.08
Po nocy spędzonej u państwa Masny, czas startować. Ok 10:45 Marian rusza dalej. Wisła już malutka wiele progów i 3 elektrownie - duże skoki. Wszędzie bardzo płytko, powodem może być remont zapory w Goczałkowicach. Wędkarze twierdzą, że i tak dużo puścili bo bywa wiele gorzej. Do samych Goczałkowic od wczoraj Mariana prowadzi Czapla. Kto by pomyślał ale była bardzo przydatna, tam gdzie spacerowała wiadomo, że trzeba omijać bo płytko. Dzięki pomocy kolegi Mariana Masny udało się przenieść kajak. Szefem zapory okazał się przesympatyczny pan Andrzej Siudy. Zbiornik Goczałkowicki jest ujęciem wody dla Śląska, obowiązuje tu zakaz kąpieli i pływania czymkolwiek poza wyznaczonymi służbami, jednakże wyjątkowo p. Andrzej zgodził się na płynięcie Mariana, mając na uwadze cel jaki przyświeca sprawie a przy okazji zaprosił na wspaniały bigos zrobiony przez córę. Korzystając z okazji, że zaczął padać deszcz i pomrukiwać burza Marian posilił się i wysłuchał szeregu historii związanych z zaporą i okolicą, w międzyczasie wiatr nieco ucichł a fala 3 metrowa opadła i dało się płynąć. Początkowo plan zakładał przepłynięcie 2/3 jeziora a że, dobrze szło udało się dopłynąć do strumienia czyli do końca zalewu. Niezmiernie pomocne w odnalezieniu kierunku płynięcia, okazały się Czaple. Otóż od miejsca bytowania stada bije straszny fetor, tak po zapach udało się odnaleźć kierunek. Ponadto ptaki te niszczą drzewa, ogoładzając z kory, tym samym powodując uschnięcie drzew, co było kolejnym drogowskazem. Dużo strachu miał Marian przepływając przy miejscu poboru wody. Pobór w ilości 2,5 m3/s powoduje powstanie niebezpiecznych zawirowań wody, co w przypadku wywrotki może być niebezpieczne.

znowu Góra tym razem start

kolej w Pszczynie to już Goczałkowice strumień koniec dnia
28 Dzień 05.09.08
Dziś ze strumienia i dalej, był plan zmiany łódki ale Marian postanowił jeszcze pociągnąć regatówką. Na regatówce jedna z naklejek została usunięta, szkoda ale to nie miało być tak. Około godziny i 20 minut fajnego płynięcia, pojawił się wał a tam coś połyskuje. Okazało się, że to zagubiona ryba. Wiosło okazało się pomocne i już Andrzej Masny ma co przyrządzać na dzisiejszy wieczór. Dalej pod prąd i tak do miejscowości Ochaby, gdzie już dalej dotychczasowy sprzęt nie pozwalał kontynuować podróży. Marian zamieniło i łódkę i wiosło. Łódka to piękny Hartung rocznik gdzieś 78 a wiosło nówka sztuka od Józka Bieryta - ręczna robota. Cel dzisiejszy do Ustronia nie osiągnięty. Koniec przypadł zatem na miejscowość Nierodzin, zaczęło się zmierzchać. W dniu dzisiejszym Marian pokonał 46 progów, od małych gdzie "na pych" można było przejść, po duże które trzeba było daleko obchodzić. Plan zakłada jutro "WISŁA" koniec trasy, co będzie - czas pokaże.

start ze strumienia pierwsza przenoska w Skoczowie piękna ta Wisła

zaczęły się schody trzeba było wezwać suport ze sprzętem i oto rezultat

wszędzie schody, gdzie nie spojrzeć Nierodzin - na dzisiaj wystarczy
29 Dzień 06.09.08
Wisła malutka, trudno powiedzieć ile było płynięcia ile noszenia. Masa progów, stan Wisły bardzo niski, gdyby tę trasę Marian pokonywał w czerwcu lub lipcu stan Wisły jest wyższy o około 40 cm. Plan zakładał dopłynięcie do wiślańskiego Startu, na mecie były gratulacje, był szampan. Po drodze mijani mieszkańcy dopingowali Marianowi na jego ostatnich kilometrach. Marian spotkał się z burmistrzem i Wiślanami na zakończeniu rajdu samochodowego, poproszony przez burmistrza o parę słów, powiedział, że codzienny znój pokonywanie trudności i walka z samym sobą mogą owocować wielkimi dziełami.
Rzeczywiście wiele wytrzymałości fizycznej i psychicznej trzeba było, by pokonać przeszło 1050 kilometrów w 29 dni.
Jutro Marian planuje dopłynięcie do skoczni w Wiśle, Wisłą malinką trudno powiedzieć czy przy tym stanie wody będzie to możliwe.

start koło Ustronia
30 Dzień 07.09.08
Dzisiejszy odcinek zajął Marianowi parę godzin, przy czym odcinek wynosił ok 3 kilometry. Wisła Malinka wygląda jak poniżej na zdjęciach widać. Spotkani na brzegu ludzie bardzo mili dopingują. Można zaśpiewać "To już jest koniec..." Marian znalazł się u źródeł Wisły po 30-stu dniach, szczere gratulacje.

ostatnia próba ostatni start Wisła Malinka na piechotę To już jest koniec .....